"Jazz w Krakowie nie tylko pod gwiazdami" 

Fot. Tomasz Wiech

 

Amerykański i europejski jazz w Operze Krakowskiej oraz rozgrywająca się w kilku miejscach jednocześnie Krakowska Noc Jazzu - w miniony weekend Letni Festiwal Jazzowy w Piwnicy pod Baranami przechodził kulminację.

A zaczął się już w czwartek kiedy scena Opery Krakowskiej zamieniła się w istny tygiel międzynarodowego jazzu. Na początek pojawiła się na niej amerykańska kompozytorka i bandliderka Maria Schneider, a towarzyszyła jej rezydująca na krakowskim festiwalu jazzowa orkiestra NDR Big Band oraz zasiadający za fortepianem i całą baterią elektronicznych instrumentów klawiszowych Władysław Sendecki.

Hancock i ABBA

Maria Schneider - współczesna gwiazda amerykańskiego jazzu, zdobywczyni kilku nagród Grammy - do Polski przyjechała po raz pierwszy. Kilkanaście dni temu wystąpiła podczas Warsaw Summer Jazz Days, a teraz dała koncert w Krakowie. Miałem okazję słuchać jej koncertu w Warszawie, gdzie dyrygowała big-bandem założonym przez pianistę i aranżera Krzysztofa Herdzina. I przyznam, że ogromna przepaść dzieliła te dwa koncerty. Kraków zrobił na występie Schneider świetny (artystycznie) interes, bo nikt tu nie szukał i nie składał na siłę nowego zespołu, który byłby w stanie zagrać z tą artystką. Zaangażowano najwybitniejszych profesjonalistów, jeden z najsłynniejszych na świecie jazzowych big-bandów. Efekt? NDR Big Band zagrał ze Schnieder fenomenalnie. Niewyobrażalnie wręcz fantastycznie! Zachwycało genialne i spójne brzmienie orkiestry, porażająca siła blachy oraz ogromna wrażliwość na gesty dyrygentki. Ale to jeszcze nie wszystko, bo NDR Big Band to nie tylko znakomity zespół jako całość, to także grupa kilkudziesięciu wspaniałych muzyków, z których każdy w zasadzie mógłby być solistą. I był, o czym przekonaliśmy się chwilę później, gdy na scenę wszedł szwedzki puzonista Nils Landgren, zapraszając do solowych piopisów trębaczy i saksofonistów z zespołu.

Specjalnością Landgrena jest energetyczna muzyka funky, choć w rodzinnym kraju zasłynął także za sprawą kapitalnych piosenek popowych oraz współpracy z zespołem ABBA.

W Operze Krakowskiej zaprezentował zaś kilka standardów Herbie'ego Hancocka oraz parę utworów (piosenek) autorskich. I zawojował krakowską publiczność, bo swoboda, z jaką grał, szalone improwizacje, a także świetny głos (Landgren również śpiewa) nie mają sobie równych. Aż trudno uwierzyć, że szwedzki puzonista gościł w Polsce po raz pierwszy, że żaden z naszych promotorów jazzu nie zauważył do tej pory tak świetnego artysty. Miejmy więc nadzieję, że na następny jego koncert nie będziemy musieli tak długo czekać..

Cała noc z jazzem.

Od zmierzchu aż do świtu jazz rozbrzmiewał na festiwalu w sobotę i to w kilku częściach miasta jednocześnie. A wszystko to za sprawą trzeciej edycji Krakowskiej Nocy Jazzu, która wpisana jest w program Letniego Festiwalu Jazzowego w Piwnicy pod Baranami.

Zaczęło się na Rynku Głównym od kolejnego popisu Landgrena z NDR Big Bandem. I znów emocje sięgnęły zenitu. Oczarowana muzyką puzonisty publiczność kołysała się w rytm funkowych aranżacji przebojów Hancocka. Nieco później w Gamachu głównym Muzeum Narodowego muzyczny performance "Śpiewobrazy" wokalista Marek Bałata z zespołem. Oprowadzając nas po kolejnych piętrach i eksponatach muzeum, roztaczał muzyczną opowieść o sztuce. i tak Malczewski spotkał się z jazzową improwizacją, a gdzieś między nimi zabrzmiał jeszcze ujazzowiony Chopin.

Na Małym Rynku i w Muzeum Narodowym muzycy nie mogli narzekać na brak publiczności. Frekwencyjną porażką okazały się natomiast koncerty Krakowskiej Nocy Jazzu na placu Wolnica, gdzie popisy jazzmanów obserwowała zaledwie garstka słuchaczy. W ubiegłych latach nocne koncerty na Kazimierzu odbywały się na placu Nowym, gdzie podziwiał je parotysięczny tłum. Próba przeniesienia tej imprezy na plac Wolnica okazała się wielkim niewypałem.

Z Kazimierza szybki powrót na Mały Rynek, by posłuchać brazylijskiego pieśniarza i gitarzysty Joao Bosco oraz projektu "My Polish Heart" Władysława Sendeckiego. Bardziej do gustu przypadł mi jednak ten ostatni. Sendecki - rodowity krakowianin i współtwórca legendarnych krakowskich zespołów jazzowych - od ponad dwudziestu lat robi muzyczną karierę w Niemczech. Wracając przy okazji festiwalu w rodzinne strony, zaprosił na scenę kilku dawnych muzycznych przyjaciół (m.in. saksofonistów Adama Pierończyka i Janusza Olejniczaka oraz gitarzystę Jarosława Śmietanę), by spróbować przypomnieć sobie, co ich kiedyś łączyło. Najwięcej emocji dostarczył jednak finałowy popis Sendeckiego z niemieckim big-bandem. Kapitalnie zaaranżowane (i wyćwiczone, w przeciwieństwie do prezentowanych ze Śmietaną i Olejniczakiem) kompozycje porywały ekspresją i bogactwem muzycznym. To było jazzowe mistrzostwo świata.

Jazzowa noc na krakowskich placach zakończyła się około godziny 23, by przenieść się później do kilku jazzowych klubów. I tam rozbrzmiewała do wczesnego rana.

Tomasz Handzlik