To było największe wydarzenie. Trzeci z czterech wieczorów grupy NDR w ramach Festiwalu Jazzowego był darmowym, publicznym koncertem trwającym całe pięć godzin z kulminacyjną suitą Władysława Sendeckiego Anima Mundi, napisaną na orkiestrę NDR. Koncert odbył się na Małym Rynku, przepięknie odrestaurowanym, otoczonym kawiarenkami, w sercu starego miasta. To nietuzinkowy sposób na zaznaczenie triumfalnego powrotu pianisty Sendeckiego (znanego jako Adzik) do swojego rodzimego miasta. Ten niezwykle podnoszący na duchu wieczór stanowił punkt zwrotny i przyczynił się do powrotu artysty z pobytu na emigracji na festiwal w Krakowie.
Pogoda w Krakowa, której nie można było niczego zarzucić przez cały tydzień nagle zmieniła się diametralnie w sobotnie popołudnie. W pewnych momentach zła aura próbowała się włączyć w misternie przygotowywany koncert. Na szczęście wszystko się uspokoiło w trakcie pierwszego setu Nils Landgren'a i grupy NDR bardzo docenionych zresztą przez tłum publiczności. Przybyli ludzie z dziećmi, inni zatrzymali się na rowerach, było dużo lokalnych mieszkańców jak i turystów. Słońce i wspaniała atmosfera.
W pewnym momencie jednak pogoda spłatała figla w trakcie setu, który rozpoczął się o 19. To właśnie kiedy Adzik szykował się na wielkie powtórne powitanie Krakowa wraz ze swoim starym partnerem muzycznym saksofonista tenorowo-sopranowym Andrzejem Olejniczakiem. Ten wspaniały artysta, który mieszka i pracuje w Hiszpanii od blisko 40 lat jest przyjacielem i bliskim muzycznym partnerem Adzika. Jego żywe kompozycja została zasłużenie przyjęta. Adam Pierończyk zagrał również balladę o pięknej ciepłej barwie sopranowego saksofonu.
Wiatr zaczynał sie podrywać coraz mocniej w trakcie gry Adzika i dwóch kontrastujących saksofonistów oraz Keiko Freita'a na perkusji, James Genus na gitarze basowej dających razem wyraz pewnego zawodowstwa i wspaniałego koncertu. W pewnym momencie jednak wiatr poderwał pojedynczą kartkę z nutami Adzika, która poszybowała jak ptak aż po sam dach estrady co spotkało się z przyjaznym aplauzem publiczności. Widownia wykazała duże wsparcie artystom przejawiające sie ogromnym zainteresowaniem i zasłuchaniem.
Nawałnica deszczowa wkroczyła tym razem naprawdę w przedstawienie, jednak nie powstrzymała gry Brazylijskiego muzyka Joao Bosco'a, który swoim słonecznym brzmieniem uderzał publiczność schowaną pod morzem parasoli. W trakcie tej gwałtownej zmiany aury, dyrektor festiwalu wkroczył w przeciwsłonecznym kapeluszu panama i rozładował napiętą sytuacje. Po czym wprowadził gości pod zadaszenie przeciwdeszczowe gdzie udzielił wywiadu dla telewizji. Prezenter telewizyjny był wyjątkowo spokojny i ubiorem przygotowany na słoneczną pogodę..
Czwarty set należał do znakomitych polskich muzyków, pracujących z najwyższej jakości sekcją rytmiczną Sendeckiego, Genus'a i Husband'a. Dominującą postacią był zdecydowania doskonały gitarzysta Jarek Śmietana. Można go określić mianem polskiego skarbu z doskonałym poczuciem humoru i właściwą prezencją na koncertach. Ten set cechował delikatny a bardzo przemawiający saksofon tenorowy weterana jazzu Janusza Muniaka, miejscowego bohatera trzymającego pieczę artystyczną nad swoim niewielkim a uroczym klubem przy samym dużym rynku w Krakowie.
Niebo przejaśniało kiedy rozbrzmiała suita Anima Mundi Sendeckiego. To było arcydzieło wieńczące festiwal, dzieło na wielka okazję taką jak premiera Nocy Jazzowej w Krakowie. Kolejnym miejscem gdzie Anima Mundi zabrzmi ponownie będzie Hamburg. Zaczyna się afrykańskim nagranym śpiewem i niesamowita perkusją Gary Husband'a i Marcio Doctor'a. Cały ten utwór jest podróżą prez liczne muzyczne wpływy, gong i fletów, plątaniny wokalnego materiału, wszelkiego rodzaju nieoczekiwanych zdarzeń. Wszystkie te zabiegi zamknęły się w jedną całość różnych sekcji opowiadając przy tym trafiającą do widza opowieść. Finalną część koncertu zaśpiewała piosenkarka Hanka Rybka o bardzo interesującym głosie w pozornie prostej kompozycji a nastepnie inspirowny wpływami irlandzkimi doskonały zdobywający sławę Adam Baldych.
Czwarty z kolei wieczór odbył się ponownie w Krakowskiej Operze, gdzie tym razem wystąpił ze suitą Colin Towns z Teatru Kurtt Weill'a ze swoja suitą na zamówienie grupy NDR, świetnie urozmaicając polsko-niemiecki koncert jazzowy. Tytułując ten show mianem polsko-niemieckiego bez żadnej ironii chcemy pokazać, iż wszelkie historyczne antagonizmy zostały przełamane muzyką jazzową.
Suita Towns/Weill'a pokazała jak wiele muzycznych stylów potrafi zagrać ten zespół .Towns znając surowość oryginału Weill'a pozwolił sobie na rozszerzenie go. Instrumenty musiały się przystosować do różnych strojów. Puzonista basowy Ingo Lahme pokazał klasę wspaniale poruszając w obszarze wysokich sopranó1)w. Wyłaniający się z tyłu zespołu perkusista Marcio Doctor zabłysnął, wykonując szeroką gamę dźwięków zabierających publiczność w podróż przez różne nastroje od złości do szaleństwa, przez momenty magicznych uniesień do zupełnego wyciszenia W trakcie trwania tych niezwykle różnorodnych utworów Sendecki zyskał największy aplauz dzięki nadaniu swoiste rytmu tej części.
Drugą część rozpoczęto od wręczenia nagrody narodowego jazzu dla Roman "Gucio" Dylag, weteran gitary basowej mieszkający w Szwajcarii. Jego charakterystyczne duety z Jarkiem Śmietaną wyniosły swój czar i atmosferę krakowskich piwnic na dużą scenę. Szczególnie przemawiający był Brubeck w In Your Own Sweet Way , zarówno Śmietana jak i Dylag byli przekonywująco melodyjni.
Centralnym punktem drugiej połowy był zestaw aranżacji Jana Wróblewskiego, charakteryzującymi się mocnym tenorem. To brzmienie było hołdem na cześć największych gwiazd polskiego jazzu takich jak - "Gama" Tomasza Stańko - tworzącego błyskotliwą grę, wirtuozeria i czysta poezji Sendeckiego ; "Astigmatica" Krystofa Komedy cechująca Reinera Winterschladena ostrym uderzeniem, oraz Gary Husband'a jako ponadludzkiego muzyka. Publiczność nie pozwalała zespołowi zejść ze sceny bez bisu. Dlatego jak zawsze niezłomny Jorg Achim Keller poprowadził en niezaplanowany bis- "once more from the once more" - z nieśmiertelnej frazy Basie'a - z końcowej części utworu "Mól Konski".
Nie żałuję ani jednej minuty z podróży do Krakowa. Inspirującym było nauczyć się poprzez słuchanie co może osiągnąć zespół, kiedy zostaną zainwestowane w niego odpowiednie środki. czym jest organ zarządzający rozwojem artystycznym grupy, w tym przypadku i nadawca, inwestujący odpowiednie środki w zespół by ten mógł coś osiągnąć.